O paintballu słyszał chyba każdy, ale raczej niewiele osób miało okazje się w to pobawić. W ramach kolejnego wypadu spontanicznie stworzonej grupy znajomych postanowiliśmy spróbować swych sil w tym nietypowym “sporcie”. Propozycja wyszła od Anny, która niedawno odwiedziła “Delta Force Frontier” (
http://www.paintballgames.ie/) mieliśmy wiec informacje z pierwszej reki jak to wygląda I czy to się w ogóle opłaca.
Za jedyne 10 euro opłacało się akredytacje dla jednej osoby. Dawało to wstęp na areny na cały dzień, pokrywało koszt 100 kulek oraz wypożyczenia stroju ochronnego, pistoletu i akcesoriów. Kwota, jak na Irlandię, bardzo skromna. Ale Anna już wcześniej wytłumaczyła nam, na czym DFF robi kasę. Kulki. Czy ktoś jest “rambowcem” czy snajperem – kulek idzie masa. Nas była czwórka (proponowaliśmy grę swoim dalszym znajomym oraz współpracownikom, ale ci znali paintballa jedynie z fotografii przedstawiających posiniaczonych ludzi), wiec
kupiliśmy po promocyjnej cenie 2000 kulek do podziału, co zamknęło nasze koszta na osobę w 55 euro. Sprytniejsi z was pewnie już szukają cen kulek w sklepach internetowych. Niestety to tak nie działa – zapewne DFF kupuje kulki hurtowo za śmieszną cenę. Maja ich wiec wystarczająco, żeby każdego dnia wprowadzać losowy kolor otoczki I farby dla używanych kulek. Jeżeli wasz kolor się nie zgadza z tym na tablicy trafienia się nie liczą. A jeżeli sędziowie przydybaja was z nieregulaminowymi kulkami opuszczacie poligon bez prawa powrotu tego dnia. Ale - nadal nie jest tak źle, a 600 kulek na osobę to przecież dużo!
Mikel, ja i Anna przed rozpoczęciem zabawy:
Akurat… ale o tym za moment. Oczywiscie jednym z pierwszych pytan do Anny bylo: czy zarobienie kulka boli. Odpowiedz: tak I nawet zostaja siniaki. Ostatecznie mowimy tutaj o malej kulce z farba (okolo 1,5 cm srednicy) lecacej w naszym kierunku z predkoscia srednia 100 km/h. Sila uderzenia jest wystarczajaca, zeby kuleczke rozerwalo zostawiajac fantazyjna plame “postrzalowa”. Farba latwo sie sciera, nie ma tez problemow z praniem ubran. Na swoje cywilne “ciuchy” zarzuca sie jednoczesciowy kostium a la pan mechanik, do tego jest kask. Buty trzeba miec wlasne, rekawice mozna sobie dokupic za jedyne 6.99 (co warto zrobic). Caly przybytek podzielony jest na strefy gry oraz strefe bezpieczna, gdzie mozna oplacic akredytacje, dokupic kulek, odpoczac, zjesc czy tez przygotowac sie do gry. Przejsc do drugiej strefy mozna tylko przez korytarz, w ktorym pracownicy wreczaja pistolety. I juz w tym momencie trzeba miec zalozony kask. Istnieje mozliwosc pobrania pancerza ktory chroni klate I plecy, ktory wreczany jest kazdej dziewczynie/ kobiecie. Mezczyzni moga zapytac ale to oznacza automatyczne wystawianie sie na posmiewisko ze strony pracownikow DFF oraz kolegow. Ogolnie – jesli jestes facetem I nosis pancerz to jestes mieczakiem.
Obowiazuje absolutny zakaz sciagania go po wyjsciu z bezpiecznej strefy. Jezeli sedziowie maja dobry humor za pierwszym razem dostaje sie tylko ostrzezenie. W innym przypadku – podobnie jak za uzywanie wlasnych kulek – dostaje sie jednodniowego bana. Nie ma sie co dziwic kulki lataja jak pijane zajace – przy 40 wariatach prujacych do siebie bez opamietania mowimy tu o stadzie pociskow z ktorych kazdy jest w stanie wybic oko, a czasem nawet zlamac nos lub skruszyc zeba. Nikt glupi nie jest, ale taki wysilek fizyczny powoduje pocenie sie. Szybka kasku potrafi zaparowac I zadna nowoczesna technologia ani specjalne plyny nigdy calkowicie tego nie wyeliminuja. Wtedy odruchowo ma sie ochote zdjac albo poprawic maske. A nie wolno. Jeszcze gorzej jest gdy zarobi sie kulke miedzy oczy. Farba jest gesta I tlusta – w smaku tez nienajlepsza. Troche czasu zajmuje dokladne starcie jej z wizjera oczywiscie nie ma lepszej ofiary niz osobnik majstrujacy przy helmie, ktory sie nie chowa I odlozyl pistolet.
Bardzo ciekawy bylem samego pistoletu – można się mu przyjrzeć na kilku zdjęciach – wygląda jak rurka z dwiema raczkami u dołu. W górnej części przypina sie zbiornik z kulkami, w dolnej butle z gazem, a z tylu – opcjonalnie – kolbę. Pistolety DFF sa srebrne I wyglądały jak wykonane z aluminium. Niestety to tylko pozory – każdy gnat jednak swoja wage ma. Ale to w zasadzie pomaga przy celowaniu. Kulki
spadaja przez “lejek” do lufy po czym sa wypychane przez gaz po kazdorazowym pociagnieciu za spust (bron polautomatyczna). Pistolety czasem sie zacinaja, sa problemy z gazem albo nie docisnie sie zbiornika z kulkami badz jego wieczka tracac cala amunicje. Na szczescie zdarza sie to bardzo rzadko a ludzie szybko ucza sie jak dbac o “gnata” zeby sie dobrze bawic I nie zostac w przyslowiowej żopie

Bawic sie mozna mniej wiecej od 10tej do 16tej. Wszyscy, ktorzy oplacili akredytacje wypelniaja specjalny formularz ktory zwalnia DFF od czesci odpowiedzialnosci. Nalezy tez poinformowac o wszelkich powaznych problemach zdrowotnych takich jak astma, padaczka czy problemy sercowe (jak to powiedzial instruktor – jezeli juz ktos upada na ziemie I ma drgawki chcielibysmy wiedziec, dlaczego). Tworzy sie kilka ekip I w rotacji wysyla na jeden z pieciu poligonow (ktore opisze pozniej). Kilka minut trwa wprowadzenie do gry – instruktor sprawial wrazenie osoby kompetentnej I co najwazniejsze NIE NUDZIL. Ponizej kilka jego dobrych rad
Pisalem juz o kulkach I kasku, wiec nie bede sie powtarzal. Wroce tylko jeszcze do gubienia kulek – jezeli nie docisnie sie wieczka zbiornika albo samego zbiornika, ewentualnie wieczko jest zwrocone w strone lufy a nie strzelca i otwiera sie trafione kulka, wszystkie pociski wedruja na ziemie/podloge/w krzaki. Kulki mozna probowac zbierac, ale I tak wiele z nich pozostanie po skonczonej grze. Kulki ulegaja biodegradacji – wchlaniaja wilgoc z powietrza, puchna do rozmiaru pilki do golfa i eksploduja. Farba nie powoduje skazenia. Dlatego tez wiele osob zwyczajnie korci, zeby sie gdzies schowac I owe kuleczki pozbierac i otrzymac “darmowe doladowanie”. Jezeli ktos zgubil kulki tego dnia to spoko, ale wiele z nich lezy tam od kilku dni. Wygladaja prawie jak te normalne, ale z latwoscia zablokuja lufe. Gra trwa dalej, a “cwaniak” siedzi skulony za oslona z pelnym magazynkiem I niedzialajacym gnatem. Jest bezuzyteczny dla druzyny. Wniosek – bycie pazera nie poplaca.
Kozaczenie – poniewaz to grawitacja odpowiada za transport kulek ze zbiornika do “lufy” trzymanie gnata bokiem (gangsta!) albo do gory nogami uniemozliwia oddanie strzalu. Jezeli zas pistolet wydaje dzwieki podobne do tego, jakie wydaje
karabin maszynowy z ktorego pruje sie seria – to nie samoistne ulepszenie broni do wersji full-auto tylko powazna usterka zbiornika. Pistolet do wymiany. Kozaczenie czasem jest efektem spozycia napoju wyskokowego albo zazywania narkotykow. Takie osoby sa wypraszane (o ile uda im sie przejsc przez bramke). Nie pamietam, czy obowiazuje ban jednodniowy czy permanentny.
Tarcze – druzyna atakujaca podczas kilku gier otrzymuje dwie do dyspozycji. Instruktor poczul sie zobowiazany do zaznaczenia, ze tarcza sluzy do zaslaniania sie przed kulkami. Nie do taranowania albo uderzania innych graczy.
Poniewaz strzelanie moze byc niebezpieczne wprowadzono nastepujace zasady – nie wolno strzelac do osoby oddalonej o mniej niz 3 metry od strzelajacego. Strzaly w glowe sie nie licza I nie nalezy nawet w nie celowac (wiekszosc osob dostajacych w kask zebraly zblakana kulka, albo ktos celowal w klate, ale cel kucnal). Zabrania sie takze strzelania zza oslon (czyli wystawiana reki I walenia na oslep gdy reszta ciala jest schowana) – grzejac zza winkla nie wiadomo kto I w co dostanie. Moze to oznaczac, ze trafi sie kogos, kto schodzi z areny albo komu spadl kask.
Kazda z gier ma swoj scenariusz I sklada sie z dwoch 10cio miniutowych rund – zazwyczaj jedna druzyna odgrywa role atakujacego (co oznacza, ze nie moga wchodzic do srodka bazy wrogiej druzyny, ale maja nieskonczone zycia) a druga broniacego (maja tylko jedno zycie, musza sie skutecznie bronic przed atakujacymi I przez 2-3 minuty nie wolno im opuszczac bazy) – w drugiej rundzie role ulegaja odwroceniu. Punkty przyznawane sa za wykonywanie zadan I na ich podstawie okresla sie, kto zwyciezyl w danej grze. W niektorych scenariuszach mozliwe jest skonczenie gry przed czasem co oznacza skrocenie zabawy, ale wiecej punktow dla agresora.
OK. Zasady objasnione. Jak to wyglada w praktyce? Sedziowie wywoluja dwie druzyny: w moim przypadku caly dzien bawilismy sie w czerwoni kontra niebiescy (moj sklad). Z czasem wyszlo, ze grac moze kazdy, ale zeby wygrac potrzeba zgrania I strategii. Niebiescy skladali sie mniej wiecej z pieciu czteroosobowych grup dzialajacych niezaleznie, totez nasza skutecznosc byla duzo mniejsza bo o ile juz sie docieralismy to na polu walki (wy biegnijcie a ja was oslaniam/ wystawiam sie na cel). Troche za pozno. Zalozylismy maski I trzymajac pojemnik z kulkami w reku weszlismy do “zbrojowni”. Mialem na zobie wzmacniane buty jakie noszą pracownicy magazynu, kombinezon DFF zalozony na ubranie cywilne, wzmacniane rękawice oraz kask. Niestety nosze okulary I nie moglem sie zmiescic w normalny kask. Dostalem cos, co bardziej przypominalo maske mocowana na glowie na szerokiej gumce. Oznacza to, ze jedynie twarz I uszy mialem chronione. Góra i tył glowy przykryte byly jedynie bandana, ktora zalozylem by zatrzymywala pot. Czyli w zasadzie zadnego zabezpieczenia. Ostatnia czescia ekwipunku byl bandolier z czterema kieszeniami, w kazdej z nich (przypominajacy wibrator) pojemnik mieszczący okolo 100 kulek.
http://www.paintballgames.ie/paintballing-equipmentWreczono mi pistolet, przymocowalem pojemnik z kulkami, odwrocilem go klapka do siebie, zeby mi ktos nie ustrzelil magazynka w ferworze walki, odbezpieczyłem bron I walnalem dwa razy w ludzkie sylwetki na strzelnicy zeby sprawdzic, jak to wszystko wyg lada. Z biodra sie strzelac nie oplaca, do twarzy tez sie broni nie przyłoży bo zamiast muszki jest wielki baniak z kulkami.
Sedziowie zaprowadzili nas na pierwsza arene. Wygladalo to bardzo obiecujaco przez chwile – kosciol otoczony nagrobkami I smiglowiec. Czemu przez chwile? Wizjer kasku zaczal mi zachodzic mgla, poza tym o ile dwa razy na probe zalozylem go bez problemu teraz mialem wyrazny ucisk na uczy I skronie (widocznie okulary zakleszczyly mi sie wewnatrz). Nigdy tam nie bylem wczesniej nie znam poziomu bucowatosci obslugi DFF, ale wolalem nie ryzykowac I nie gmerac przy masce. Czerwoni dostali role szturmowcow – respawn point za smiglowcem, a celem jest podlozenie walizki z bomba wewnatrz kosciola. W ktorym siedzi dwudziestu chlopa z druzyny niebieskich. Stwierdzilem, ze ledwo widze, mam jedno “zycie” I zdejma mnie raz dwa. Wybralem wiec pozycje w rogu kosciola na pieterku. Budynek wygladal w srodku jak kurnik – pozostalosci po kulkach I farbie wszedzie, calkiem slisko. Przycupnalem sobie w rogu oddalonym od smiglowca majac w polu widzenia kilka nagrobkow. Sedziowie dali znak I gra sie zaczela. Wyraznie dalo sie uslyszec charakterystyczne, “pykajace” dzwieki paintballowych pistoletow prujacych kulkami. Ja widzialem tylko rozmazane kontury – zupelnie jakbym gral bez okularow. Dostrzeglem gosci skradajacych sie z prawej strony kosciola, puscilem kilka serii. Dwoch wstalo z uniesiona reka I pomaszerowalo w kierunku helikoptera – to znak, ze ich dostalem, nie wolno mi juz w nich strzelac. Graloby mi sie lepiej gdybym widzial, gdzie leca moje kulki, wtedy moglbym przechylic lufe w konkretnym kierunku I trafiac tych, ktorych mam na celowniku. Juz chcialem powiedziec, ze mi sie to podoba, gdy kilku kozakow puscilo serie w obroncow na gorze. Ciezko trafic kogos, kto w kucki chowa sie na pierwszym pietrze. Kulki wlatywaly do srodka, uderzaly o sciane albo rozpryskiwaly sie na parapecie. Farba juz w formie sprayu zapackala mi wizor, kilka kropel wpadlo do ust. Ble, ble, ble. Odpowiedzialem ogniem, pistolet wyplul z piec kulek i usnal. Otworzylem wieczko zbiornika – no tak. Sto kulek po---szlo…. Siadlem na ziemi, zdjalem rekawice, wyciagnalem zapasowy pojemnik z bandoliera I przesypalem kulki upewniajac sie, ze oba wieczka sa dobrze zamkniete. Nie mam pojecia, jak sie trzyma ekipa na dole, ale czerwonych jest jak mrowek! Prulem jak szalony nagle sedzia krzynknal GAME OVER. Trwalo to moze z 6-7 minut, obroncy jeszcze sie trzymali, ale walizeczka lezala juz na progu kosciola. Wysadzili nas. Zmiana!
http://www.paintballgames.ie/The-GraveyardStanalem za smiglowcem, puscilem narwanych malolatow przodem, rękawicami pobieżnie oczyscilem wizor. Pomyslalem o planie dnia – 6 gier, kazda po dwie rundy. Mieliśmy jeszcze kulek w samochodzie, ale to jakies trzy pojemniki. A ja mam na sobie jeszcze dwa, trzeci wsypuje do zbiornika zamontowanego na pistolecie. Oj coś to szybko idzie. Teraz czerwoni czekali na nas w kosciolku – bombe udalo się podłożyć w ostatniej chwili. Tutaj zarobilem swoja pierwsza kulke centralnie w reke. Mocne szczypniecie – zapomina sie o nim po kilku sekundach. Ale gralem fair i wróciłem sie za smiglowiec policzyc do pieciu. Dogonilem mlodych przyszpilonych za nagrobkiem, poslalem kilka serii w okna na gorze – ciezko powiedziec, czy ktoś zostal trafiony. Ja na ich miejscu bylem bezpieczny, wiec o ile nie oszukuja to faktycznie niewiele im zrobilismy. Ostateczny wynik to 10 do 8 dla czerownych. Wywaliliśmy ich w kosmos ale z duzo mniejsza wprawa niz oni nas. A Anna mowila, ze jest tam z 7miu gosci, ktorzy wygladaja na zgrana ekipe ktora robi to juz któryś raz z kolei (w przeciwienstwie do niektorych noszacych bandoliery tyl na przod I tracących zbiornik kulek bo nie zatrzasneli wieczka…). My jako atakujacy mieliśmy tarcze – goscie, ktorzy je niesli gineli pierwsi. Masakra.
http://www.paintballgames.ie/black-hawk-downZeszlismy na krotka przerwe. Ja oczywiscie w pierwszej kolejnosci do gabek I papierowych recznikow. Zerwalem swoja maske, dokladnie ja umylem, dałem odpocząć skroniom I uszom. Nasmarowalem wizor jakims plynem rzekomo przeciwko parowaniu. Zalozylem kask ponownie – faktycznie parowal troche wolniej
I bardziej po bokach. Poza tym ladnie pachnialo plynem, a nie potem osoby, która nosiła przede mna ta maske. Ale nie ma co narzekac – gdyby nie bandana juz by się ze mnie lalo. Stwierdzilem, ze mi sie to podoba. Swietnym pomyslem bylo zdjęcie gąbkowego bezrekawnika, ktory ograniczalby moje ruchy (mialem go nosic do gry, ale zdjalem przed spotkaniem z instruktorem). To samo tyczy sie kupienia rękawic (dostałem dwa razy w dlon, ale te strzaly sie nie licza, a I tak ich nie poczulem) oraz założenia bandany, ktora trzymala pot z dala od moich oczu. Tylko the cholerne kulki szły jak woda…
http://www.paintballgames.ie/Speedball-ArenaRunda druga – najbardziej dynamiczna arena – placyk w formie prostokąta wyglądałby prawie jak boisko gdyby nie piramidy z przewroconych metalowych beczek. Kazda z druzyn zaczyna po jednej ze stron, kazdy ma jedno zycie. Totalna rozwałka. Druga runda rozni sie tylko zamiana stron bo nie ma niczego do podlozenia ani nieskonczonych zyc. Ustrzeleni ida do wejscia na arene, krzycza do swoich kompanow gdzie chowaja sie przeciwnicy, ale sedzia kazal im sie zamknac bo nie zyja J Poczatek zabojczy – nie ma tyle beczek, zeby sie cala druzyna schowala, wiec juz na wejsciu odpadlo kilka osob po obu stronach. Reszta kombinuje. Koncowka sie najbardziej rozwleka, bo niedobitki siedza za beczkami I nie zamierzaja wylezc. W koncu czerwoni szturmuja niebieskich I jest po zawodach. Arena byla na tyle spora ze moglem swobodnie przyjrzec sie kulkom w powietrzu (czysty wizor to podstawa). Przy takich odleglosciac mozna obserwowac ich lekko zakrzywiony lot, a kilku nawet uniknac, jak NEO. Ale dostalem I bylo po zawodach. Druga runda poszla nam troche lepiej. Zebralem w udo bo “zabilem” dwoch czerwonych wystawiajac sie tym samym innym schowanym gdzie indziej I strzelajacym pod lepszym katem. Anna cos wspominala, ze tylko strzaly w rece I klate sie licza. No coz… zanim zdecydowalem, czy jeszcze zyje czy nie dostalem w ramie. Znow przegralismy. Ale bylo fajnie! Tym razem zdjalem paluch ze spustu walac tylko w tych, w ktorych mialem szanse trafic. Bilans trafien/ran jak na pierwszy raz calkiem niezly, co jeszcze bardziej mnie nakrecilo. Niestety jako osoba o slabej kondycji (w sensie nie chorowita I mikra, ale nieprzyzwyczajona do wysilku fizycznego z powodu wykonywania mocno papierkowej roboty) nie bylem przyzwyczajony do poruszania sie w przykucu prawie non-stop (poza czolganiem jest to jedyny dobry sposob poruszania sie, o ile nie chce sie zarobic kulka I zejsc z areny). Nie bylem zmeczony, ale nogi zaczely sie troszke pode mna uginac. Prawde mowiac mysle, ze uginalyby sie pod kazdym.
http://www.paintballgames.ie/Viet-Cong-VillageW trzeciej rundzie trafilismy na arene usiana oslonami, na ktorej znajdowaly się cztery chatki. Vietcong J Celem bylo zajecie wszystkich (wsadzenie jednego żywego niebieskiego do kazdej z nich) i odpedzanie przeciwnika. Wyszedl troche brak zgrania z naszej strony – za duzo ludzi bieglo do tych samych domkow, wchodzili do srodka pojedynczo a czerwoni zdejmowali tych, ktorzy sie nie zmiescili. Co prawda w tej grze mielismy nieskonczona ilosc zyc, ale… Wlasnie w takich grach gdzie wrogowie wracaja ze spawning pointow kulek idzie najwiecej. Wywaliłem wszystkie swoje zapasowe “magazynki”. Ale zabawa byla przednia bo teren był nierówny I dosc “dziki”. Widzialem gosci czajacych sie w trawie, sam lezalem na wzgórzu I udalo mi sie odbic chatke do spolki z jednym mlodziakiem. Broniliśmy się w niej do konca. Poszlo nam bardzo dobrze, czego nie odzwierciedlala punktacja (nie wiedizec czemu). Sama Anna przeszla dookola umocnien I skasowala za jednym razem szostke czerwonych nie spodziewajacych sie ataku od zakrystii. W chatkach tez byli nasi ludzie, wiec WTF? Anna poratowala mnie jednym “magazynkiem”. Gra sie skonczyla gdy wywalilem trzy swieze kulki, ktore ktos zgubil. W zasadzie w końcu drugiej rundy siedzialem za drewniana barierka I sciagalem ogien czerwonych.
W przerwie wyjelismy pudlo kulek z auta. Oddalem jeden magazynek Annie, zostaly mi dwa. Na polmetku! I tutaj ukryty jest mechanizm robienia kasy – koles na ciebie biegnie, walisz trzy razy. Ktos sie skrada za oslona puszczasz piec kulek, zeby go przygwozdzic. Pyk-pyk-pyk… czekaj pusto mam! Przeladowanie. Kulki kupowane po 100 to dziesiec euro. Tego dnia spokojnie poplynelo 120 euro… a mialo byc tak pieknie. Ale nim dokupilem kulki na przerwie obiadowej – ZAMEK!
http://www.paintballgames.ie/2-storey-Castle-Wolfenstein#Kolejna wyrzynajaca arena – zasady podobne do pierwszej gry – obroncy siedza w zamku na dwoch poziomach I odpedzaja agresorow. Po 3 minutach moga wyjsc na zewnatrz, ale kto by chcial z jednym zyciem? Tymczasem atakujacy musza dojsc do rogu zamku I wciagnac na maszt flage. Sznurek jest na zewnatrz dodatkowo zwisa przez daszek co oznacza, ze ktokolwiek dobiegnie do flagi moze ja spokojnie wciągać na maszt bo przynajmniej ci obroncy, ktorzy siedza na gorze na blankach, nie maja możliwości go trafic. Nauczony doswiadczeniem z kosciola wspialem sie na gore I zajalem miejsce na rogu. Czerwoni juz na nas leca. Niby spoko – musza biec pod stroma gore. Ale co puszcze serie jedna kulka leci w pien, dwie w galezie kolejno gorna I dolna. A czerwoni blizej I blizej. Odczekalem az podejda I po kolei odsyłałem ich na koniec areny. Ktos krzyknal, ze maja juz wciagnieta flage do polowy. Inny sie wsciekał, ze trafil czerwonego. Faktycznie – kilka serii I wygladalo to, jakby czerwony dostal I szedl dalej. Wkurzylem sie, postanowilem zejsc na dol. Pierwszy krok na schodach I poczulem mocne szczypanie pod lewa lopatka. Czerwoni zaszli zamek od lewej I prawej. Ledwo co zdazylem wyjsc z zamku gdy czerwoni wciagali flage na maszt. Przegralismy. Niebiescy walczacy w roznych czesciach zamku wymieniaja doswiadczenia. Powtarzaja sie opinie, ze kilku czerwonych dostalo w klate I to olali. No coz – sedziow jest dwoch nie wszystko moga dostrzec, jezeli ktos jest bucem to bedzie kantowal. Trafienie boli ale nie az tak bardzo, zeby nie mozna bylo walczyc dalej a farbe mozna zetrzec I powiedziec, ze to po poprzedniej grze. Wiem – jako atakujacy maja nieskonczone zycia. Ale I tak musieliby sie wrocic do startu, policzyc do pieciu I atakowac od nowa. Nic to. Tylko kulek szkoda. Teraz czerwoni sie bronia.
Oddalem Kamilii swoj pistolet I wzialem ciezka tarcze (taka z pleksy, jak na zamieszki J ). Ona prula zza moich plecow, ja blokowalem kulki. Jako taki zolwik przeszlismy z 3/5 dystansu do zamku. Nie liczylem na flage – liczylem, ze ktos sie tym zajmie gdy my sciagamy ogien. A moze uda nam sie uwalic kilku czerwonych? Nie wiem, jak to sie stalo, ale dostala Kamilia I dostalem ja. Podnioslem reke zza tarczy (jestem “martwy”, wiec tarcza zostaje tam, gdzie zginalem nie wolno mi jej zaniesc do punktu startu) I zaczalem sie podnosic (wspomniany wczesniej gest – jestem trafiony, schodze). W odstepie kilku sekund, gora trzech, dostalem trzy kulki w rekawice, dwie w glowe (w bandane!) I na pozegnanie chyba jeszcze jedna gdzies w korpus. No coz – szybkie chlopaki z tych czerwonych, szybciej ciagna za spust niz mysla. Pojekujac wrocilem sie do punktu startu. Obieglem teren z lewej, przykucnalem a tu amunicji z piec kulek. Poslalem sporo serii wczesniej w obroncow na gorze – nie mnie sadzic, czy dostali. Wrazenia na nich to nie zrobilo zadnego. Podnioslem kulke z ziemi, poslalem w kierunku zamku. Sedzia oglosil koniec czasu. Przegralismy. Nie ma juz pudla z kulkami, magazynki puste, gnat rozladowany.

Przerwa obiadowa. Mikel, Anna I Kamilia zjedli po hamburgerze. Ja tylko uzupelnialem plyny. I kulki! Stwierdzilem, ze przetrzepie dupe czerwonym. Jezeli trafienia nie robia na nich wrazenia, to ja sobie potrzelam. Od Anny dowiedzialem sie, ze nasza druzyna jest juz troche mniejsza – ludziom pokonczyly sie kulki, niektorym sie moze znudzilo albo po zebraniu kilku gongow stwierdzili, ze nie warto (to podobno normalka – dziewczyny potrafia wycofac sie po pierwszej grze). Kamilia juz nie miala kulek zdecydowala, ze nie gra dalej. Anna oddala swoje Mikelowi, ja mialem te dokupione. Wiec poszlismy we dwoch. Zglosilem sedziemu, ze jest nas mniej. Anna mi mowila, ze sedziowie powinni w takiej sytuacji przeliczyc druzyny I przerobic kilku czerwonych na niebieskich. Ale sedziowie sie zmienili – to byly kajtki mlodsze ode mnie, to byl dla nich koniec dnia pracy, wiec taktyka “na odwal sie”. Tumiwisizm w czystej postaci. Ich sprawa. Ale niebieskich jest 12tu a czerwonych na oko ze dwa razy tyle. Trafilismy do afganskiego fortu – moja druzyna zadekowala sie w srodku, niesmiertelni czerwoni mieli nam podlozyc kilka lasek dynamitu. Mialem tylko 100 kulek, stwierdzilem ze nie strzelam dopoki nie ma pewnego trafienia – poprzednim razem za duzo kulek poszlo w galezie. Faktycznie – nie wystrzelilem ani razu. Za to czerwoni nas jak zwykle zaszli z boku, puscili kilka serii, my do ziemi a tu dynamit laduje na progu. Zwyciestwo przed czasem. O ile do zamku punktacja rozkladala sie na poziomie 5:4 albo 5:3 dla czerwonych teraz dostawalismy w dupe. Moze I oni mieli ta grupe zawodowcow a my garstke niezgranych nastolatkow, ale podwojna przewaga? Prawdziwa rzez dopiero nas czekala. Stalismy nie niesmiertelnymi atakujacymi. Czerwonych mrowie – ledwo zmiescili sie w “forcie”. Odsylali nas do miejsca startu non stop. Nam sie konczyly kulki, oni puscili ekipe chlopakow bokiem. Strzelali do nastolatkow przyszpilonych do ziemi. Jezeli lezysz za nasypem bo strzelaja ci z przodu nad glowa nie spodziewasz sie wielkiego chlopa za plecami, ktory pusci ci kilka kulek w cztery litery, prawda? A tak sie stalo. Schodzilismy z areny jak zbite psy w poczuciu niesprawiedliwosci. Dwoch czerwonych bucow przede mna…
http://www.paintballgames.ie/Afghan-Super-FortPanowie, jako rasowe cwiercmozgi, wymieniali uwagi odnosnie tego ile razy zostali trafieni, jak to rozstrzelali mlodych, jaka to fajna rzeznie robi sie w 26 chlopa. Kulek juz nie mialem stwierdzilem ze buractwem nie gram dalej. Poza tym panowie mieli kwadratowe plecy – wniosek oczywisty – nosili pancerze. Wielu czerwonych zachowywalo sie jak trzeba. Pamietam jednego goscia, ktory dostal dyplom “paint magnet” – naprawde zebral sporo kulek.
Wkurzenie na niektorych, zmeczenie I brak amunicji – zadne z nas nie wzielo udzialu w szostej, ostatniej grze. Byla to po prostu powtorka dwojki, czyli strzelanie. Udalo mi sie zrobic kilka zdjec aparatem automatycznym (jednorazowym). Dobrze, ze jakiekolwiek wyszly (nie uzywalem lampy, malo widzialem przez wizjer, obiektyw aparatu byl zaparowany). Wkleje je gdzies tutaj.
Oficer(ka) SWAT? A nie - poznajcie Annę:
Paintball to naprawde dobra zabawa – zamiast non stop rabac w gierki na kompie fajnie bylo wyjsc I postrzelac na serio. Do tego swieze powietrze, troche ruchu, test swoich zdolnosci. W Paintballu naprawde jest potencjal jezeli chodzi o budowanie ducha gry zespolowej. W Irladii I Anglii firmy wykupuja areny dla siebie (exclusiv) i puszczaja tam pracownikow. Jezeli ktos jest w stanie przyjac za ciebie kulke to mozna go polubic. Jezeli chodzi o koszta – po pierwszej grze czlowiek troche bardziej sie kontroluje, mozna sobie zrobic podsumowanie wydatkow I wybrac, czy bawimy sie w to dalej. Zapalency zapewne chodza grac co tydzien moze I czescie. Pelno w internecie sklepow oferujacych unikatowe pistolety stylizowane na repliki prawdziwych broni, maski wzorowane chociazby na tych, jakie nosza bohaterowie gry ARMY OF TWO. Ale to nie dla mnie. Na paintball na pewno wybierzemy – jezeli tylko dopisze pogoda wyprobujemy kilka rozwiazan I taktyk. Od ostatniej gry minelo poltorej tygodnia – zniknely zakwasy, po siniakach prawie nie ma sladu. Sa bardzo charatkerystyczne – to raczej sine obrecze niz plamy. Bol naprawde jest do zniesienia o wiele bardziej sie czlowiek skreca przy robieniu tatuazu. Naprawdę polecam!
Autor: 
Art sponsorowała literka P i cyferka 44. A tak naprawdę to była przysługa dla Wolva. O następną może poprosić w dniu ślubu mojej córki, ha!